Sekrety rodziny Winnickich
Wrzesień.
Szczepan miał po mnie przyjechać. Chciałam, żeby pomógł mi porozmawiać z Klarą raz jeszcze. Nie wiedziałam, jaki będzie tego skutek, bo ona przecież nawet go nie znała, ale chciałam spróbować. Ten ostatni raz.
Miłosz już nawet nie poruszał tego tematu. Nie dzwonił, nie skarżył się. Chyba tracił nadzieję, że Klara przeprowadzi się do niego. Wyrzucał sobie, że mógł od razu powiedzieć o Laurze, że to zaoszczędziłoby im teraz tego bólu i nie-zrozumienia, ale ja osobiście uważam, że to niczego by nie zmieniło. Podświadomie za sobą tęsknili i w tamtej chwili, gdy pierwszy raz po latach spotkali się w parku, świat musiał stanąć na głowie. Musiałby posłuchać mnie i ni-gdy nie próbować się z nią skontaktować, ale skoro już to zrobił, skoro na nowo rozbudzili to uczucie, to czułam się odpowiedzialna za to, by pomóc im się odnaleźć w tym bałaganie. Bo to wszystko było moją winą…


VIII KATARZYNA
Wrzesień.
Nie chciała więcej widzieć Artura na oczy, a co dopiero spotykać się z nim, ale nie miała wyjścia. Poprosił ją o to, chcąc jak najszybciej zamknąć sprawę rozwodu, a ponieważ za wszelką cenę chciała uniknąć rozgłosu, uznała to za dobry pomysł. Umówili się poza miastem w małej restauracji, przy głównej drodze. Z dala od ciekawskich spojrzeń dziennikarzy i innych klientów, którzy przecież w Szczepówce świetnie ich znali. Katarzyna jednak nie spodziewała się, że ta „restauracja” okaże się zwykłym przydrożnym pubem dla kierowców ciężarówek.
Wrzesień.
Wrzesień.
Przyglądałam się siostrze z narastającą ciekawością. Nie zapowiedziała się, toteż nie mogłam się w żaden sposób przygotować na tę wizytę, ale podskórnie czułam, że Luiza przekaże mi coś naprawdę ważnego. Przez cały ten czas, gdy ukrywałam się u niej, by moja rodzina mogła zastanowić się nad tym, co tak naprawdę było najważniejsze w ich życiu, praktycznie nie rozmawiałyśmy. Tamtego dnia otworzyła przede mną drzwi mieszkania, a jej wzrok wyrażał tak wiele sprzecznych emocji, że zaczęłam się zastanawiać czy to był, aby na pewno dobry pomysł. Moje wyjaśnienia jej nie przekonały, uważała, że popełniam ogromny błąd, że krzywdzę najbliższych i nic nie osiągnę swoim kłamstwem. Zapytałam ją, czy moje dotychczasowe życie w kłamstwie kogokolwiek uszczęśliwiło i na to pytanie już nie uzyskałam żadnej odpowiedzi.


VI ANTONI
Wrzesień.
Nie mogłem sobie przypomnieć, kiedy po raz ostatni spędzałem czas w ogrodzie, a nie zamknięty w ciasnych, czterech ścianach biura. Dusiłem się tam. Wydawało mi się, że ze ścian nieprzyjaznym wzrokiem wpatrują się we mnie ojciec i dziadek, a winogrona na polu marnieją pod moim nosem. Od powrotu Emilii nie mogłem sobie znaleźć miejsca w dworku. Właściwie to… chyba nikt nie potrafił tego zrobić.
Wrzesień.
Byłam umówiona na wywiad. Sama nie wiem, jak do tego doszło. Najpierw zaskoczył mnie fakt, że w ogóle zadzwonili, a później, że chcą rozmawiać ze mną. Nie z Antonim, nie z moją matką, tylko ze mną… Nim uprzejma pani redaktor rozłączyła się, zdążyłam zapytać jaki temat chcą poruszyć, ale padło zdawkowe – o pożar i dalsze plany. Poczułam się wyjątkowo niekompetentna w tej sprawie, ale nim zaprotestowałam, usłyszałam tylko głuchy sygnał przerwanego połączenia w słuchawce.


IV EMILIA
Wrzesień.
Gdy wsiadłam do autobusu po spotkaniu z Laurą, dziennikarką, która za wszelką cenę próbowała podejść mnie pytaniami, by wyciągnąć ciekawe rodzinne smaczki do swojego artykułu, zrozumiałam, że moja rodzina ponosi konsekwencje moich decyzji i wyborów, które podejmowałam zbyt impulsywnie i nieprzemyślanie. Zaślepiona zdradliwym uczuciem, krok po kroku niszczyłam tę już i tak ledwo tlącą się miłość i prawie doprowadziłam do jej zniszczenia..
Wrzesień.
– Tu masz gołąbki, bigos i na dzisiaj kotlety… – Matka podsunęła mi kilka słoików wypełnionych po brzegi dobrociami.
Byłem jej wdzięczny, że pomimo mojej wyprowadzki, wciąż dbała o to, żebym jadł pożywne obiady, choć oczywiście czułem się z tym potwornie głupio. Jak na początek samodzielnego życia nie specjalnie dobrze radziłem sobie z ogarnianiem rzeczywistości.


Wrzesień.
Siedziałam w fotelu zwróconym w stronę okien, które wychodziły na ogród. Nie pamiętałam, bym kiedykolwiek zachwycała się jego widokiem, ale tego dnia czułam niepohamowaną ochotę, by to zrobić. Pożar nie dotarł do ogrodów, ale mógł. Gdyby nie strażacy, którzy praktycznie byli na miejscu, ogień strawiłby dużo więcej. Mogliśmy stracić wszystko… Rozsunęłam więc szeroko firanki, otworzyłam okno na oścież i ustawiłam fotel tak, by widzieć, jak najwięcej kwiecistego zakątka matki.
czytaj więcej...
