V Diana
Wrzesień.
Byłam umówiona na wywiad. Sama nie wiem, jak do tego doszło. Najpierw zaskoczył mnie fakt, że w ogóle zadzwonili, a później, że chcą rozmawiać ze mną. Nie z Antonim, nie z moją matką, tylko ze mną… Nim uprzejma pani redaktor rozłączyła się, zdążyłam zapytać jaki temat chcą poruszyć, ale padło zdawkowe – o pożar i dalsze plany. Poczułam się wyjątkowo niekompetentna w tej sprawie, ale nim zaprotestowałam, usłyszałam tylko głuchy sygnał przerwanego połączenia w słuchawce.
Klara uniosła brwi w zdziwieniu, widząc moją minę. Umówiłam się z nią na mieście z samego rana. Zaproponowałam pizzerię, by uniknąć wizyty w kawiarence i niewygodnych pytań jej koleżanek o to, jak się czuje. Bo choć wyglądała całkiem dobrze i dochodziła do siebie po wypadku, to jej stan psychiczny, tak mi się wydawało, pozostawiał wiele do życzenia. Zdążyłyśmy złożyć zamówienie, a gdy kelner przyniósł kawy, zadzwonili z telewizji.
– Powinnam to skonsultować z matką? – zapytałam, bo Klara wymownie milczała.
– A zwykle konsultowałaś?
– Zwykle to oni dzwonili do niej… – wydusiłam, chowając komórkę do torebki. – Nie wiem, co może ich interesować. Przecież ja niewiele mogę powiedzieć o dalszych decyzjach dziadka.
– Odpowiadaj ogólnikowo. – Klara wzruszyła ramionami, mieszając piankę w kawie. – Siłą z ciebie niczego nie wyciągną.
– Dobra myśl… – Przysunęłam sobie swoją szklankę i przez krótką chwilę pozwoliłam sobie na poobserwowanie mojej rozmówczyni.
Przed wypadkiem tryskała energią, uśmiechała się do wszystkich i denerwowała mnie okropnie swoją obecnością. Teraz wyglądała jak cień samej siebie, który najchętniej skryłby się przed całym światem, a ja nie wiedziałam, jak jej pomóc… Czułam się odpowiedzialna za to wszystko i choć miałam nadzieję, że moja wizyta w szpitalu wszystko naprawi, wyglądało na to, że był to tylko początek długiej drogi, jaką będziemy musiały pokonać.
– Jak się czujesz? – Odważyłam się zapytać.
– W porządku. Wszystko się goi. Wygląda na to, że wszyscy najedliśmy się więcej strachu, niż to było potrzebne – odparła, próbując się uśmiechnąć. – A ty? Dalej męczą cię z zeznaniami?
– Teraz czekam już tylko na rozprawę.
– A jego rodzicie?
– Jeszcze nie miałam przyjemności z nimi rozmawiać, ale prędzej czy później to się wydarzy. Jak mogę oskarżać ich ukochanego syna?! – Przewróciłam oczami.
Tak naprawdę już kilkukrotnie do winnicy dzwonił ojciec Gracjana, ale za każdym razem odbierał dziadek i wyraźnie dawał mu do zrozumienia, że rozmawiać to ja mogę z nimi tylko na sali sądowej. Swoją drogą, dziadek okropnie się tym wszystkim przejął. Powiedział, że jeśli tylko czuje się niepewnie, to on załatwi mi ochronę. Podziękowałam, ale jakoś nie mogłam sobie wyobrazić, że jak gwiazda filmowa będę za sobą ciągnąć faceta w ciemnym garniturze, gotowego oddać za mnie życie. Zresztą… Gracjan siedział w areszcie, co mogłoby mi teraz grozić? Ale Klara? Ona zdecydowanie wyglądała na kogoś, komu ochrona by się przydała. Tak dla czystego komfortu.
– I kiedy przeprowadzka? – Uśmiechnęłam się, chcąc zmienić temat.
– Przeprowadzka? – Zawahała się.
– No do Miłosza. Już chyba skończył cały remont.
– Nie wiem. Moi rodzice wciąż wynajdują kolejne argumenty, by zatrzymać mnie w domu. – Klara odwróciła wzrok.
– A ty się w ogóle chcesz do niego przenieść?
Kelner przyniósł właśnie nasze pyszne czosnkowe bułeczki, które zamówiłyśmy na przystawkę i Klara skupiła na nich spojrzenie.
– Chcę… ale się boję – wydusiła, obejmując się ramionami.
– Czego?
– Że on się nie zmieni.
– Zaczekaj… – roześmiałam się. – Pozwoliłaś mu na nowo się w tobie zakochać i teraz…
– Miał kogoś, tak? – Klara podniosła wzrok. – Był z tą… Laurą. Dlaczego więc próbował mnie odzyskać? Nagle przestało mu na niej zależeć? A jeśli tak, to dlaczego wciąż był z nią, kiedy my… – urwała i zagryzła wargę.
– Laura ma talent do ubarwiania historii – odchrząknęłam, chcąc jakoś załagodzić sytuację i sięgnęłam po bułeczkę. – Nie układało się między nimi od jakiegoś czasu. Miłosz już dawno miał wątpliwości. Twój powrót pozwolił mu zdecydować, choć oczywiście uważam, że zrobił to za późno. Nie chce go bronić, ale… nie mogę zapomnieć jego krzyku tam na wzgórzach. Kiedy Tobiasz go odciągnął… – Musiałam przerwać, bo poczułam, jak gardło wypełnia mi nieprzyjemna, ciasna gula.
– Wiem, mówiłaś mi. – Klara skinęła głową.
– Nie mogę pojąć, dlaczego wtedy, gdy wyjechałaś… nie wygarnęłaś mu wszystkiego?
– Po co? To niczego by w tamtej chwili nie zmieniło.
– Przynajmniej gryzłyby go wyrzuty sumienia, a tak ja sądziłam, że to wszystko twoja wina.
– A teraz, chociaż się pozytywnie rozczarowałaś…
Trudno było mi do czegokolwiek ją przekonywać. Rozumiałam jej obawy i choć zapewniłam ją, że jeśli zrobi to po raz drugi, to mu nogi z tyłka powyrywam, to i tak ostateczna decyzja należała do niej. Miłosz zawsze wydawał mi się rozważny i dojrzały i w głowie mi się nie mieściło, że za plecami kogoś, kogo przecież kochał, spotykał się z innymi. Po co? W jakim celu? Co miało mu to zapewnić? Czy czuł się lepiej, bo udawało mu się to wszystko ukryć przed ukochaną?
Przyszło mi na myśl, że w tej rodzinie każdy miał jakiś sekret. Zaczęłam się zastanawiać, czy Anna i Henryk również skrywali jakieś tajemnice, które chcieli pogrzebać w piwniczkach winnicy? A Bogusława i Jarosław? O swoich przodkach wiedziałam niewiele, bo tez nigdy nie czułam potrzeby, by zagłębiać się w historię swojej rodziny, ale może najwyższa pora to zmienić?